mój pierwszy piec
Prawdziwy piec z duszą, staruszek wysłużony, przeczekał swoje lata w
właśnie pozbył się balastu. A balast na prawdę ciężki wynosiło pięciu chłopa.
Do komory pieca wchodziły 3 tycie półki, na każdą po 3 kafle...
TO ON - nauczył mnie pokory, dyscypliny i samozaparcia.
I tak mi zostało do dzisiaj :)
A w komplecie dostałam stare, wysłużone oczka i prastare szkliwa, które w szklanych karafkach ciągle czekają na nowe eksperymenty.
Aha, ten piec odrestaurowałam, posłużył mi rok lub dwa i znalazł nowy dom. i niech służy komuś dalej...
Komentarze